[ XVI ] Zimowo-domowo
Małe “odstresowanie” przed sesją – weekend w rodzinnym gnieździe. Z zaliczeniami powoli do przodu – jeszcze tylko obie matematyki: AiA i MD (Analiza Matematyczna i Algebra Liniowa oraz Matematyka Dyskretna). Po czym egzaminy z obu ślicznotek. Trzymajcie kciuki
Dorwałam fantastyczną książkę. Zbiór “horror stories” autorów takich jak Poe, King czy Lovecraft. W oryginale, czyli po angielsku. Znakomita lektura na zimowe wieczory i odciągacz od nauki do egzaminów
Zapomniałam też wspomnieć o nowym lokatorze w mym rodzinnym gnieździe. Jest to strasznie ciekawska, towarzyska i inteligentna persona na czterech łapkach. Załączam jej zdjęcie:
[ XV ] Krakowsko-studencko
Melduję uprzejmie, że przenosiny do Krakowa się udały. Mam całkiem przytulny pokój, miłą współlokatorkę (własną imienniczkę). Kraków kocham. Jest według mnie śliczne miasto pełne swojego uroku, zwłaszcza np. Kazimierz. Przyzwyczaiłam się już do uczelnianego trybu, plan nie jest znowu aż tak zabójczy, niektóre zajęcia naprawdę są ciekawe. Na razie dużo matematyki, ciut bardziej skomplikowanej niż ta licealna. Trochę programowania i genialne zajęcia z zagadnień społecznych i zawodowych informatyki. Dodatkowo wf i angielski. Moja grupa też jest całkiem sympatyczna, więc nawet perspektywa poniedziałkowego zwlekania się przed świtem, by zdążyć na 7:30 na angielski nie jest znów taka straszna, acz spać się chce
W Krakowie czas mi strasznie szybko mija. Nim się obejrzę, już tydzień z głowy. Tu życie płynie jakoś szybciej, niż w domu. Rzadko jest czas by usiąść, zastanowić się, napisać coś. Co chyba widać po stanie tego bloga ^^” Przyzwyczaiłam się już do mieszkania bez mojej rodzinki, którą widuję co drugi weekend (czwartkowy wieczór do niedzielnego przedpołudnia). A, w naszym domu zamieszkał nowy lokator – śliczna mała kotka, która właśnie ma ochotę polować na moje palce stukające w klawiaturę
A jutro znów będę w Krakowie ^^
[ XIV ] Gdy lato się kończy…
No, i prawie koniec lata. Dla sporej liczby osób dzień 1 września oznacza nadejście kolejnego roku szkolnego, a za tym i koniec słodkiego lenistwa (machnięcie łapką do wszystkich rozpoczynających nową szkołę lub klasę maturalną), ja mam przed sobą jeszcze miesiąc względnego spokoju.
Lato mija spokojnie. Wypad w góry (:D), moja próba podbicia lokalnych szos (czytaj: robię prawo jazdy), dużo myślenia o wszystkim i o niczym (czego efekty są widoczne w mym dziennikopamiętniku), łażenie to tu, to tam, rysowanie (czego efektów nie widać). A teraz pora na moją najukochańszą porę roku, najmagiczniejszą, najcudowniejszą, najurokliwszą jesień. Która w tym roku zapowiada się ciekawiej, gdyż spędzę ją już w większości w mym ukochanym mieście, Krakowie. Po prostu cud-miód.
Noce są dziwnie piękne. Zwłaszcza te u progu jesieni, gdy zmrok zapada tak po dwudziestej godzinie doby. A gdy reszta domowników już pójdzie spać, to jest cudownie. Tylko ja, muzyka, moja wyobraźnia, dobra książka, coś ciepłego do picia. A potem kojący sen. Just beautiful. Marzy mi się taki nocny spacer pod gwiazdami i księżycem po jakimś totalnie magicznym miejscu. Ciekawe, czy w Krakowie będzie to do zrealizowania. Zobaczymy
[ XIII ] Pomaturalnie, niemal studencko, wakacyjnie
Udało się. Matura zdana całkiem przyzwoicie, rekrutacja zakończona pomyślnie. Od października więc podbijam Politechnikę Krakowską, Wydział Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej. Jeszcze czeka mnie załatwienie akademika i zasłużony odpoczynek
A potem, poznawanie nowego miejsca.
Na razie mam wakacje. Praktycznie mogę robić co chcę i kiedy chcę (nie wnikam w bariery takie jak kasa, odległości, sprawy do załatwieni – i tak w wakacje jest ich znacząco mniej). Czas poświęcam na lekturę, oglądanie filmów, rozmowy via GG. Czy po prostu włóczenie się to tu, to tam po najbliższej okolicy, gdy nie ma upałów. Stosik książek do przeczytania i lista kolejnych, do zdobycia. Trochę muzyki w tle. Niby dużo czasu na wszystko, ale jednak lenistwo jest silne :]
[ XII ] Maturalny półmetek…
Nadszedł maj, zakwitły kasztany. Nieodmiennie to oznacza rozpoczęcie egzaminów maturalnych. W tym roku jedną z 443 061 osób przystępujących do matury jestem ja. Jak sam tytuł wskazuje, zaliczyłam już połowę egzaminów, do których przystępuję. Za sobą mam pisemne egzaminy z języków: polskiego i angieskiego oraz ustny egzamin z angielskiego. Z tym, że na razie na 100 % pewna jestem zaliczenia angielskiego i znam dokładny wynik z części ustnej. Oto moje wrażenia z poszczególnych etapów zmagań
* język polski pisemny, poziom podstawowy
Moim zdaniem był to prosty arkusz, prostszy nawet od próbnej. Tekst i pytania w części czytania ze zrozumieniem ciekawe, nietrudne. Tematy wypracowań nie takie złe. Chociaż moim zdaniem fragmenty do tematu dotyczącego “Pana Tadeusza” nie były najlepiej dobrane. Trochę musiałam się namyśleć nad wyborem tematu na swoje wypracowanie, które w końcu pisałam na podstawie fragmentu “Chłopów”. W sumie nawet nie znając dobrze lektur, umiejąc czytać podany fragment, napisałoby się.
* język angielski pisemny, poziom rozszerzony
Spodziewałam się czegoś much more trudniejszego. Z zamkniętych pytań mam już ponad połowę możliwych za cały egzamin. Z I arkuszem uporałam się już w godzinę
I moim zdaniem, powinni zamienić kolejność arkuszy. Napierw słuchanie/czytanie/rozpoznawanie struktur leksykalno-gramatycznych a potem stosowanie struktur leksykalno-gramatycznych/wypracowanie. Pisałam rozprawkę – o dziwo mi temat na opowiadanie nie przypadł do gustu. Za to rozprawka była wręcz idealna – bez zbytniego lania wody czy skracania tekstu napisałam kilkanaście słów ponad 250. Czyli w sam raz, nawet aż nadto
* język angielski ustny, poziom podstawowy
Łatwo, gładko i przyjemnie. Dzisiaj zaliczałam, weszłam sporo wcześniej niż miałam zapisane. Znam już wyniki – 18/20 pkt. Scenki i obrazek przystępne i praktycznie zero stresu. Poszło wszystko szybko i przyjemnie
Tak więc trzy egzaminy mam z głowy. Jeszcze trzy: ustny polski, pisemna matematyka i pisemna informatyka. Ale coraz bliżej końca. A potem czekanie na wyniki. A teraz coś dla relaksu:
[ XI ] Magia nocy, urok dnia. Niemal-że-wiosna.
Spacer w blasku dnia. Niemal czuć w powietrzu wiosnę, oszałamiającą mocą, pięknem, tętniącą młodością i życiem. Upajanie się atmosferą chłodnej nocy lutowo-marcowej. Czy długa rozmowa w ciemnym pokoju dopóki sen nie zmorzy. Cudowne chwile, prawda?
Zadziwiająco wcześnie w tym roku ogarnęła mnie wiosenna euforia Zwykle w okolicach przełomu marca i kwietnia, gdy tylko zacznie robić się cieplej, śnieg zacznie topnieć a świat budzić do życia pojawia się takie niesamowite uczucie. Cała rzeczywistość tętni wolą życia, przetrwania, czerpania pełnymi garściami tego, co los daje. I trochę ów nastrój mi się udziela. I to nie jest zwykła wiosenna, szalona radość. Raczej poczucie niezwykłej siły budzącej się przyrody, świadomości własnych możliwości. Dlatego mimo tego, że lubię jesień i zimę, to z radością oczekuję początku wiosny. Mogę wtedy nałapać trochę promieni ciepłego, acz nie palącego jeszcze słońca. Mimo tego, że zdecydowanie wolę noc niż dzień to czasem potrzebuję światła i ciepła słonecznego, przyjemnego, lekkiego wiatru, wędrówki do lasu. Nie trawię za to upałów, dlatego latem wolę albo taplać się w chłodnej wodzie, albo skryć się przed skwarem we własnej “krypcie”.
Z chęcią zmieniłabym to, że człowiek musi spać. I dzień i noc mają swój urok. Magia spokojnego wieczoru z książką w ręce, muzyką, ciepłą herbatą, przegadana z fantastyczną osobą noc, urokliwy świt, dzień pełen wrażeń, przygód, rozmów, wędrówek. Bo każda chwila dnia ma swój urok, magię i niezwykłość. Trzeba tylko to dostrzec.
[ X ] Moje miasta vol I
Wstęp
Miasteczko to jest niewielkie. Od roku mego urodzenia posiada prawa miejskie (acz chodzą słuchy, że korzystniej byłoby bez nich egzystować lat kilka lub naście). Burmistrz ostatnich dwóch kadencji zrobił jednak całkiem sporo.
Historia
Początki osady datowane na wiek XIII. Do II wojny światowej własność prywatna w rękach szlacheckich. Od końca XIX wieku rozwój kolei, po wojnie Fabryka powstała. I tak rozwinęła się nowocześniejsza część Miasteczka, w której mam (nie)przyjemność zamieszkiwać.
Las
Spory teren zadrzewiony, niedaleko Miasteczka. Rzekoma siedziba kultów satanistycznych – autorka jednakże żadnych śladów owych kultów nie odnalazła. Na wyprawę pieszą rezerwować trzy godziny przynajmniej. Genialny zwłaszcza w zimowe przedpołudnie, gdy się zgubi ścieżkę
Osiedle I
Położone na skarpie, skąd oficjalna nazwa. Dużo interesującej, rdzennej ludności. Jednakże ze względu na nierówności terenu zwiedzać nie polecam
Osiedle II
Tu mieszkam. Młodsze od Osiedla I, sporo mieszkańców pracuje w Fabryce. No i osiedle to ma księgarnię, kościół, inne obiekty nie będace w posiadaniu Osiedla I.
Ostatni Przyjazny Dom
Dom ów stoi tuż przy wyjeździe z Miasteczka, co czyni wyprawę do niego małą zagwozdką logistyczną. Miejsce wieczorków filmowoweekendowych. Można naładować akumulatory na cały tydzień, lub odstresować się po dniach minionych.
Szkoła
Tutaj chodziłam od drugiej klasy podstawówki do III klasy gimnazjum. Czas dziwny, acz potrzebny. Ludzie byli interesujący, z niektórymi spotykam się nadal na wieczorkach filmowych. Beztroskie czasy dziecięctwa.
Kompleks Rekreacyjno-Turystyczno-Sportowy
Kąpielisko, kort, stadion, scena, skate park, plac zabaw. Urocze miejsce acz rzadko bywam. Miejsce okolicznych festynów. Ale czasami urzeka spokojem i cichością, gdy pewnego zimowego wieczora się tam zajrzy
Dworzec PKP z przyległościami
Okno na świat. Stąd się wyrusza w (nie)dalekie podróże transportem publicznym. Tu się wraca. A na okolicznym przystanku czekam na busa, co zawiezie mnie do placówki edukacyjnej.
Dom Kultury
Tu znajduje się dla mnie serce Miasteczka – biblioteka. Czasem jakieś przedstawienie, film, wystawę. I zajęcia dla młodszych i starszych mieszkańców Miasteczka. Praktycznie jedyna rozrywka poza włóczeniem się po ulicach pogrążonych w mroku/śniegu.
Zakończenie
Miasteczko to niby taka zwyczajna mieścina gdzieś w południowo-wschodniej Polsce. Ale w sumie tu przeżyłam ciut ponad dziesięć lat żywota mego. Sentyment zawsze pozostanie.
[ IX ] Wigilijnie
Jako, że dziś Wigilia wypada złożyć świąteczne życzenia. Życzę więc:
- spokojnie przeżytych dni świątecznych
- zasłużonego (lub nie) odpoczynku
- smacznych potraw na stole
- ciekawych życzeń
- udanych prezentów danych i otrzymanych
- przyjemnego zakończenia roku 2008
I byle do pierwszej gwiazdki
[ VIII ] Zimonocnie, pamiętnikowo, świątecznie
Zima rozpoczęła się już na dobre. Jest mroźno, genialnie, ale bezśnieżnie. Powietrze przejrzyste, ostre, orzeźwiające. Dość przydatny budzik, gdy z domu wychodzi się czasem jeszcze zanim zacznie świtać. Na szczęście od kilku dni mam wolne świąteczne, które pożytkuję na:
- lenistwo ogólne, przejawiające się przesunięciem godzin funkcjonowania na późniejsze znacznie
- nicierobienie szczegółowe – unikanie zbliżania się do podręczników szkolnych i zeszytów wszelakich, co wywołuje przytłumione dobrze wyrzuty sumienia z powodów zalegających stosów prac domowych i konieczności nauki maturalnej
- czytanie wszystkiego co w łapki mi wpadnie i wyrabianie całej grudniowej normy czytelniczej
- łażenie to tu, to tam, najczęściej w okolicach okołozmrokowych
- siedzenie z pamiętnikiem własnym do pierwszej godziny nocnej
- słuchanie na okrągło kilku płyt
Najgenialniejsze są godziny nocne spędzone z zapisanym do połowy zeszytem A5 w kratkę. Na okładce zbliżenie na partię szachów, w łapkach pioro/długopis/cienkopis/pisak/ołówek/kredka do oczu (tego jescze nie próbowałam ^^”) i spisywanie swoich myśli. A że działa magia mroczniejszej części doby to i przemyślenia czasem ciekawe wychodzą. Zwłaszcza, jak czyta się to po śnie kilkugodzinnym. Dlatego nigdy nie spalę tych kilku(nastu) zapisanych zeszytów, nawet jakbym chciała. Bo czasem miło jest wrócić do czasów jak miało się lat dwanaście i pół, trzynaście, czternaście… I powspominać. Bo to fajne czasy były.
Jutro Wigilia. Nawet lubię Święta. Tak miło jest, chociaż czasem tak sztucznie, że aż szkoda pisać. Ale przynajmniej trochę wolnego jest ^^ I byle do 28.
Plany przedświąteczne:
- by jakoś przeżyć te dni
- nie przejeść się
- nadrobić czas, którego w normalnym okresie nie ma
- w znośnej formie przetrwać do nowego roku
- i wiele innych
Do następnej notki
[ VII ] Tragifarsa busowa jednoscenowa
Uwaga:
Scena miała naprawdę miejsce. Acz opis dokładniejszy charakteru i kwestie mogą być nie w pełni dosłownie. Zawodna pamięć ludzka…
Osoby:
A – blondynek, wysoki dość, wygadany, szczery do bólu, nie przejmujący się niczym i nikim, lat około 17
B – czarnowłosy, zbliżonego wzrostu do A, mniej wygadany, rozsądniejszy (?), acz nie do końca, zdaje się od czasu do czasu przejawiać procesy quasimyślowe, lat około 17.
Ona – dziewczyna, związana z B, nic więcej nie wiem o tej personie
Scena I i ostatnia
A i B wsiadają do busa, widać, że nie do końca są świadomi tego, co wokół się dzieje na skutek zbyt dużego spożycia pewnych substancji. Rozsiadają się wygodnie na końcu busa, zmierzającego w stronę S. Gadają o niczym, słuchają dość lekkiej muzyki współczesnej puszczanej z komórki A. Spokojnie poddają się ruchom pojazdu. Nagle dzwoni komórka osobnika B.
B (odbierając komórkę mówi do A)
Ona
(zaczyna rozmowę z Nią, do telefonu, lekko chwiejnym głosem zdradzającym stan osobniczy)
Ale nie piłem, kochanie.
(słucha)
Nie, nie piłem. Byłem z mamą na zakupach i wracam właśnie do S.
(chwilę jeszcze rozmawiają w podobnym tonie, ale Ona rozłącza się)
A
Nie kupiła?
B
Nie. ***
(po chwili przychodzi sms od Niej)
Zerwała. Zerwała ze mną.
A (starając się pocieszyć B)
Za dwie godziny jej przejdzie. Jeżeli nie, to załatwię ci inną.
B
Ale ją kocham.
(Po jakimś czasie oboje się wytaczają chwiejnym krokiem z busa)
Komentarz N.:
Hm… Ciekawe, jakie będą ich losy. Czy B. się nawróci na dobą stronę mocy? Czy odzyska Ją? Czy A kiedyś zmądrzeje? O tym w następnym odcinku, któy ukaże się 32 maja 2035 roku. Dziękuję za uwagę.
