[ VI ] Krakowska wyprawa, czyli Niko w wielkim mieście vol. 2
Jak sam tytuł wskazuje, dziś czas spędzałam w tym lekko zakorkowanym, magicznym, cudownym i uroczym Krakowie. Wyprawa ukierunkowana była raczej zakupowo: ja polowałam na książkę, rodzicielka na ciuchy i kosmetyki. Przy okazji miałyśmy zrobić ogólnospożywcze zakupy do domu. Tata miał załatwić coś na mieście i przyjechać po nas, więc nie musiałyśmy się martwić o transport naszych zakupów z Krakowa. Lecz zacznę może od początku.
Po półtoragodzinnej (korki) podróży zostałyśmy wysadzone tuż pod Galerią Krakowską i zostawione na pastwę zakupów. Mimo prób przeforsowania odwiedzin w Empiku jako pierwszego punktu naszej wyprawy musiałam zwiedzić wszelkie piętra GK i zajrzeć do kilku sklepów ciuchowych, w których i tak nic nie było. W końcu odnalazłyśmy Epik, a ja zaczęłam przeszukiwać półki w poszukiwaniu upatrzonej książki, by odnaleźć kilka(naście) egzemplarzy opatrzonych tytułem „Wampir Vittorio”. Z tomem w łapkach wypatrywałam w tłumie ludzi mej rodzicielki, gdyż to ona miała wszelkie fundusze przeznaczone na zakupy. Po nabyciu „Vittoria” udałyśmy się na dalsze zakupy. W międzyczasie obserwowałam mijających mnie ludzi. Cóż, nie ma chyba ciekawszego miejsca do obserwacji homo sapiens sapiens niż wielkie centrum handlowe w sobotnie długoweekendowe popołudnie, niemalże wieczór. Można było przebierać w płci, wieku, stylu ubierania się, zachowaniu i innych czynnikach. Nic, tylko obserwować, starać się odgadnąć charakter, zamierzenia, plany, marzenia… I prowadzić z ukrycia badania pseudosocjologiczne.Bo ludzie są ciekawym obiektem obserwacji i badań wszelakich.
Podsumowując: wyprawa zaliczona do udanych. Obserwacje poczynione, książka zakupiona. Ale dobrze też jest wrócić do siebie, do GG, własnej przestrzeni…
Niech żyje Kraków.